Dj na wesele vs. zespół muzyczny

djnawesele-bielsko

Dj na wesele vs. zespół muzyczny

 Kiedy minie euforia oświadczyn i zaczyna się etap planowania wesela to jednym z pierwszych dylematów młodej pary jest wybór właściwej oprawy muzycznej na tym szczególnym wydarzeniu: dj czy zespół muzyczny.

Które rozwiązanie będzie lepszym wyjściem, tak aby zapadło bardzo pozytywnie wszystkim uczestnikom w pamięci?

Ważne wątpliwości czyli rachunek zysków i strat.

Decyzja o doborze dj lub zespołu na wesele może być podyktowana m.in. kosztami wynajmu, gustami muzycznymi, wiekiem gości, powierzchnią sali weselnej oraz powierzchnią samego parkietu przeznaczonego do tańca. Coraz częściej już na tym etapie zapada decyzja o zabawach weselnych.

Muzyka czyli płytoteka dj wobec zespołu na żywo.

Na propozycję dj-a na weselu wiele osób kręci głową i mówi, że to nie dyskoteka lub klub muzyczny. To bardzo duże uogólnienie. Dobry dj, potrafiący wyczuć energię i preferencje muzyczne gości jest w stanie zaproponować mieszankę starannie wyselekcjonowanych przebojów. Wśród nich mogą się znaleźć niezapomniane lata 60, 70 i 80, gorące 90, disco polo, muzyka biesiadna. Oczywiście będą też kawałki, które słyszymy w klubach oraz radiu. To wszystko może przepleść w ciągu jednego wieczoru zaspokajając gusta młodszych i starszych uczestników wesela. To właśnie to zróżnicowanie stylów i umiejętność ich łączenia powoduje większą wszechstronność dj. Zespół muzyczny posiada swoje ograniczenia związane z ilością instrumentów, umiejętnościami i skalą głosu wokalisty Do tego dochodzi  „zmęczeniem” czyli wysiłkiem fizycznym związanym z występem, który przekłada się na skrócone występy, przerwy, oraz unikanie „forsownych” przebojów. Nawet najlepszy zespół nie zaproponuje takiej ilości utworów jaką dysponuje na swoich płytach profesjonalny dj.

Repertuar czyli życie weryfikuje.

Pomyślmy: słuchamy głównie oryginałów znanych zespołów, jak Bajm, Stachursky czy Donatan i Cleo, do tego dorzućmy np. „Get Lucky” Daft Punk, „Believe” Cher oraz „I Wanna Dance With Somebody” Whitney Houston,  czasem zdarza nam się usłyszeć jakiś cover ( może nam się spodobać, ale nie musi). I o ile w pierwszych 3 pozycjach większość zespołów sobie poradzi to w kolejnych nie chodzi o znajomość języka angielskiego tylko o środki techniczne i same umiejętności wykonawcy, po prostu zespół fizycznie nie opanuje więcej niż  kilkadziesiąt utworów bardzo dobrze, drugie tyle akceptowalne, i resztę „zagra bo zagra”.